Menu

PosadkaMatka

Blog młodej mamy

Relacje w rodzeństwie

posadkamatka

Rok temu wizja opieki nad dwójką dzieci, na dokładkę w innych kategoriach wiekowych wydawała mi się być strzałem w kolano.

A jak będzie zazdrosna? A jak się nie polubią?

Milion pytań - zero odpowiedzi. Trzeba to poczuć na własnym grzbiecie - niby to wiedziałam.

Pojawienie się młodszej siostry w domu, już pierwszego dnia, było zaakcentowane piłką skierowaną prosto w jej małą głowę.

Oj...przez chwilę wstrzymałam oddech. Popatrzyłam na obie i wiedziałam, że nie chce popełnić tego błędu, który latami był popełniany na mojej osobie. Z perspektywy starszej siostry domyślałam się czym spowodowane było zachowanie Ali.

Hałasu nie było, strat w ludziach też nie. Skupiłam się na budowaniu, nie burzeniu.

I jeśli mam być szczera...nie mogłam zrobić nic lepszego w tamtej chwili dla nich i dla siebie. Alicja nas testowała, sprawdzała czy nic nie straciła wraz z pojawieniem się tej młodej osóbki - Michaliny. Brak reakcji z naszej strony oznaczał, że nic nie uległo zmianie - nadal jesteś dla nas tak samo ważna.

To był dobry start. Choć setki razy stawałam między młotem a kowadłem. Wiele razy gryzłam się w język, bo te cholerne "jest młodsza" to my matki mamy chyba w genach! Sukces jest - nie powiedziałam tak ani razu, choć w myślach zdarzało się - nie zaprzeczę.

Z perspektywy czasu wiem, że młodsza siostra to było "coś" czego nasza starsza córa potrzebowała. Mam też poczucie, że każdy z nas ma parę - kompana na swoim "poziomie", z którym może podzielać radość z tego samego i dzielić problemy na poziomie codzienności. Co nie wyklucza tego, że dziecięce problemy powinny być ogromnie ważne dla nas dorosłych.

 

Początki nie były łatwe, starsze dziecko jest ciekawe, chce dotknąć bez większego wyczucia (trzeba to zrozumieć), pocałować. Ponieważ starsza chodziła do żłobka, przez pierwsze miesiące po narodzinach, przyznam się - zabraniałam buziaków w usta. Choć zdawałam sobie sprawę jak wiążący jest to sposób okazywania uczuć. Szukałam alternatywnych rozwiązań, proponowałam całusy w główkę najczęściej. Te w nosek i rączki, które maluszek czasami wręcz pożera też mnie mierziły.

Czy słusznie? Tego nie wiem - mam nadzieję, że tak. Liczę, że udało mi się zrobić wszystko jak najlepiej, biorąc pod uwagę jakimi narzędziami się posiłkowałam. W tym wszystkim nie ma jednej drogi, trzeba balansować i zmieniać kierunki. Jedno jest pewne, nie wolno iść w zaparte - trzeba obserwować jak nasze działania lub ich brak wpływają na nasze dzieci a wtedy intuicja poniesie nas sama.

Choć w swojej roli jak czułam tak czuję się w dalszym ciągu niepewnie - ale obserwuję. Obserwuję siebie, swój wkład w relacje między moimi dziećmi i ich reakcje.

Czasami muszę więcej uwagi poświęcić młodszej, czasami starszej - i robie to. Nie boję się odłożyć małej Michalinki i zająć starszą, która zdaje się być taka "duża" przecież i nie lubię kiedy ktoś z zewnątrz próbuje mi wmówić, że tak jest.

Jak dotąd Ala nie udusiła Michaliny, nie złamała jej nogi ani nie wybiła jedynki - mimo, że wszyscy wkoło tak się martwią. "Bo ona taka duża, a ta Michalinka taka mała".

Mam jedną zasadę, której będę się trzymać - każde dziecko jest równe - nie ważne czy ma rok, czy 10 lat. Dzięki temu miło się obserwuje relacje pomiędzy dziećmi.

Jeśli chodzi o mnie, czuję się w jakiś sposób spełniona, wychowywanie dwójki nie jest takie straszne. Starszak chętnie się garnie do pomocy, opiekuje się tak jak umie. Widać i czuć tą miłość. To mi daje moc :)

 

IMG_7060IMG_7057IMG_7058IMG_7059

Komentarze (2)

Dodaj komentarz
  • Gość: [olka] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Generalnie jestem jedynaczką, więc rodziców zawsze miałam tylko dla siebie i nie musiałam walczyć o ich uwagę czy moje miejsce w rodzinie. Czasami jednak zazdrościłam moim znajomym, że mają brata lub siostrę. I z perspektywy czasu uważam, że bycie jedynakiem ma plusy, ale równie wiele minusów. Niestety nie cofnę się w czasie by nakłonić moich rodziców, by zdecydowali się na jeszcze jedno dziecko.

  • Gość: [Kasia] *.dynamic.chello.pl

    U nas dokładnie tak samo. 2 lata różnicy. Synek ma już pół roczku, wciąż żyje i ma się dobrze. Myśle ze odrobiliśmy prace domowa z mężem choć mi się kulka razy wymsknęło ze "on taki malutki"

© PosadkaMatka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci